Tugazeta

Tego tematu lepiej nie tykać

Rozmowa z Urszulą Szot
2022-03-12 09:53

Urszula Szot, polonistka, autorka kilku opracowań a także założycielka profilu „Śladami Wieruszowskich Żydów” postawiła przed sobą trudne zadanie. Mowa o pracami nad monografią Żydów mieszkających przed laty w Wieruszowie. Na początku usłyszała, że „tego tematu lepiej nie tykać”.

Historia wieruszowskich Żydów często była tematem tabu. Ludzie milczeli o tym, albo byli bardzo oszczędni w swoich przekazach. Jak to wygląda obecnie?

W tej chwili praktycznie Wieruszów nie ma związku z Żydami, dlatego ja chcę jak najwięcej o tym mówić. Staram się zdobywać materiały. Zdaje się, że mam już ich dużo. Ze strony potomków Żydów praktycznie wszystko mam przekazane, łącznie z napisaną przez nich wspomnieniową książką. Posiadam wszystkie materiały, które zachowały się przed wojną, one znajdowały się w archiwum w Sieradzu. W tej chwili powoli zbieram się do napisania monografii wieruszowskich Żydów. Myślę, że będzie to spore dzieło, które być może jednym poszerzy historię miasta, bo to rzeczywiście jest potrzebne, być może innym się nie spodoba, że będzie się o tym mówić.

Taka przecież była historia, my jej nie zmienimy. Więc czemu to się może nie podobać?

Wieruszowscy Żydzi byli tymi, którzy współtworzyli historię tego miasta. Po prostu trzeba o tym pamiętać. Jeżli ktoś z potomków żyjących kiedyś przed wojną, albo w czasie wojny ma obawy, bo słyszałam takie opinie, że w Księdze Pamięci Żydowskiej są nazwiska zdrajców – Polaków, którzy krzywidzili, to ja mówię, że nie, nie ma. Żydzi nie mają pretensji do nikogo. Mam przetłumaczoną tę księgę na język polski. Wiem co tam się znajduje.

W takim razie co Żydzi zawarli w tej księdze?

Jest cała historia od początku, napisana przez pana Kolberga. Są wspomnienia dotyczące dwudziestolecia międzywojnnego, czyli to co jeszcze świeżo mieli w pamięci ci, którzy przeżyli, albo co usłyszeli od rodziców. Bardzo dobrze jest opisany ten okres w konkretnych historycznych faktach, ale też w sposób wspomnieniowy. Możemy dowiedzieć się, jak żyli, jak się bawili, jak organiowali wesela np. w sali OSP w Wieruszowie, jak witali biskupa, który tutaj przyjechał. Mowa też o psikusach wyrządzanych wzajemnie z Polakami. Mowa o spółkach handlowych prowadzonych również z Polakami. Potem oczywiście wiele o cierpieniu wojennym, ale też i o pomocy ze strony Polaków.

Co najbardziej zaskoczyło Panią przy odkrywaniu tej historii na nowo?

To było na samym początku. Nie wiedziałam jeszcze do końca o co chodzi. Kiedy próbowałam się dopytać różnych ludzi na czym ta historia polegała, jak ona wyglądała, słyszałam „tego tematu lepiej nie tykać”. To było dla mnie zaskoczeniem. Później, kiedy powoli zaczynałam te wiadomości zdobywać, najpierw z młodzieżą ze szkoły, później sama, jakby wszystko się wypełniało, wszystko się uzupełniało. Już dość wcześnie zorientowałam się, że dzieje Wieruszowa według pana Koczego są w stosunku do Żydów trochę negatywnie ukazane, ale to lata 30-te, więc można się było tego spodziewać.

Lepiej tego nie tykać” - to wynika ze stereotypów, z lęków, z przekazów naszych przodków?

Mam wrażenie, że z powodu jakichś obaw, chyba zupełnie nieuzasadnionych. Może tłumaczonych tym, że przecież mieszkańcy, szczególnie ci starsi, zdają sobie sprawę, że część budynków, które do dziś są w Wieruszowie to nadal nieruchomości przedwojenne – żydowskie. Wynika to pewnie ze strachu, że ci dawni mieszkańcy będą chcieli tutaj wrócić, coś odzyskać, odebrać.

O tym też sporo mówi się w mediach, a raczej straszy...

To może wywoływać te obawy. Ci ludzie przecież nie zabrali nic nikomu. Te mieszkania w okolicy Rynku, i nie tylko, dostali od państwa, ale też byli tacy, którzy kupili je tuż po wojnie od Żydów, którzy ocaleli.

Co o tym wszystkim mówią potomkowie tamych Żydów?

Do tego co było przed wojną nastawieni są bardzo pozytywnie. Wspominają to jako ziemię ojców, ziemię dziadów. Cieszą się z wszelkich informacji, zdjęć, jakie widzą – szczególnie na moim profilu. Niekiedy chcą jakieś konkrety, jakieś obecne miesca, ja im to wysyłam. W bolesny sposób wspominają wojnę i likwidację getta.

Kiedy monografia może być gotowa? Wiemy przecież, że to wręcz benedyktyńska praca.

Trudno mi powiedzieć, bo to naprawdę wymaga dużo pracy, zbierania materiałów we fragmetnach, aby wyszła całość. Też nie chciałabym aby to było takie suche. Zastanawiam się, jak to podzielić; czy umieścić w jednym opracowaniu, czy podzielić to np. na dwa. Jedna część mogłaby być stricte historyczna, druga obyczajowa. Materiały są, bo już mam wrażenie, że wszystko zebrałam. Odwiedziłam wszelkie możliwe archiwa.

Galeria

Komentarze

Komentarze publikuje się korzystając z narzędzia Facebooka.
Użytkownik publikuje treść komentarza na własną odpowiedzialność i jest to jego prywatna opinia. Aby zgłosić naruszenie należy kliknąć link „Zgłoś Facebookowi” przy wybranym poście. Regulamin i obowiązujące zasady korzystania z platformy Facebook dostępne pod adresem: https://www.facebook.com/policies
Właściciel i wydawca portalu tugazeta.pl nie odpowiada za treść publikowanych komentarzy.
Aby dodać komentarz musisz w pierwszej kolejności być zalogowany na portalu facebook.com
Jesteś już zalogowany ? Odśwież stronę