Tam bili fałszywe monety

Kurpie
2026-05-11 20:56
Tam bili fałszywe monety

Dwa młyny wodne położone blisko siebie nad rzeką Łużycą nie dawały mi spokoju, odkąd znalazłem je na ogólnodostępnej mapie powiatu wieruszowskiego. Obydwa już na terenie gminy Brąszewice sieradzkiego powiatu, ale czego nie robi się dla przygody i poznania ciekawych miejsc?

Pierwszy młyn we wsi Karsznie a drugi w Kurpiach. Już same nazwy tych wsi pobudzają wyobraźnię i przyprawiają o dreszcz emocji. Więc w drogę! Po godzinie pedałowania przez Leliwę, Klonową, potem piękną drogą przez las w kierunku Kuźnicy Błońskiej a następnie w prawo, leśnymi ścieżkami dotarłem do wspomnianych wiosek, malowniczo rozłożonych w dolinie Łużycy. Na miejscu okazało się, że po pierwszym młynie nie ma już śladu, ale jak poinformowali mnie miejscowi, ten w Kurpiach położony kilkaset metrów dalej, jeszcze stoi. Chociaż od wielu lat nieczynny, trzyma się całkiem nieźle. Obecny młyn ma formę prawie kwadratowej budowli przykrytej dwuspadowym dachem. Podobno wcześniej, przed zawaleniem się dachu w 1996 roku, był nieco wyższy. Pierwsza kondygnacja to murowana piwnica zanurzona w wodzie, w której umieszczona jest turbina. Wyżej budynek posiada podmurówkę z pustaków, reszta zbudowana jest z drewna. Pobudowano go prawdopodobnie na przełomie XIX i XX wieku a w 1950 roku dokonano jego gruntownej przebudowy. Kilka kroków od młyna uwagę zwraca drewniany przydrożny krzyż z przepiękną, prastarą figurą Ukrzyżowanego, wykonaną podobno przez miejscowego artystę przed wielu laty. Po powrocie do domu postanowiłem zgłębić historię tego urokliwego miejsca. Z dostępnych pisanych źródeł wynika, że młyn wodny w Kurpiach istniał już w drugiej połowie XVIII wieku, a nazwa tego miejsca była ściśle związana z młynarstwem. W dokumencie z 1784 roku miejsce to występuje pod nazwą „Krup”, czyli krupy, kasza. Zapisano tam, że „Krup att Godynic” znajduje się w parafii Godynice, dekanacie warckim, diecezji gnieźnieńskiej i powiecie sieradzkim. Spis z 1827 roku też wymienia to miejsce pod nazwą Kurp, składające się z dwóch domów zamieszkałych łącznie przez 15 osób. W sto lat później miejscowość rozrosła się do 9 gospodarstw i nie wiadomo dlaczego nosi już nazwę Kurpie. Tak pozostało do dziś. W 1937 roku wieś Kurpie trafiła na łamy prasy, a to za sprawą wykrycia tam „fabryki” fałszywych monet. „Echo Łódzkie” z maja 1937 roku donosi, iż: „u gospodarza Pawelskiego zamieszkałego we wsi Kurpie, gmina Godynice, powiatu sieradzkiego, policja zlikwidowała szajkę fałszerzy monet 1, 2, 5 i 10 złotowych. Fabryka prowadzona była na szeroką skalę. Kierownictwem produkcji i rozprowadzaniem fałszywych monet zajmował się Andrzej Maciaszczyk z Oraczewa Dużego z gminy Wróblew. W sprawie powyższej aresztowano kilka osób. Dochodzenie trwa”. Podobno też w okolicy nie brakowało miejsc nawiedzonych, w których nietrudno było o spotkanie z duchem czy inną zjawą. Piotr Dekowski w swej książce pt. „Strzygi i Topieluchy” podaje następującą relację z upiornego, nocnego spotkania: Niedaleko Kurpi przy głównym gościńcu stały wielgachne dęby, straszne szkarady. Kto tylko je mijał, żegnał się nabożnie i duszę swą polecał Bogu. Najwięcej trwogi budziły w nocy, kiedy w borze zalegała ciemność. Raz, kiedy w pełni księżyca wracałem z pograjki, pokazała mi się przy dębach czarna postać. Wydawało mi się z początku, że to proszalny dziad, bo miał długą brodę i wspierał się na kiju, ale jak się zbliżył, ujrzałem postać młodzieńca. To mnie przeraziło. Pomyślałem sobie:

- To pewnikem diablik, o którym we wsi tyle gadają.

Na wszelki wypadek przeżegnałem się i zacząłem odmawiać „Pod Twoją obronę". Zrobiłem jeszcze kilka kroków, patrzę, a tu już nie ma młodzieńca, ino stoi panek w cylindrze. Oblałem się zimnym potem, ale sił i odwagi nie straciłem. Zacząłem co tchu uciekać. Chciałem jak najszybciej dostać się do pierwszej chałupy na pustkowiu. Tak też szczęśliwie się stało. Gdy o tym później opowiadałem kolegom, nie wierzyli i mówili, że miałem przywidzenie. Dziś młyn w Kurpiach jest jedną z atrakcji gospodarstwa agroturystycznego. Okoliczne lasy, dolina Łużycy i rozrzucone wzdłuż niej gospodarstwa to oaza spokoju i wypoczynku, którą warto polecić nie tylko na majówkę.

(Na zdjęciach: młyn w Kurpiach, krzyż i prastara figura Ukrzyżowanego, krajobrazy w dolinie Łużycy oraz leśny parking dla podróżnych i turystów).

Grzegorz Szymański

Autor:
Grzegorz Szymański

Galeria

Komentarze

Komentarze publikuje się korzystając z narzędzia Facebooka.
Użytkownik publikuje treść komentarza na własną odpowiedzialność i jest to jego prywatna opinia. Aby zgłosić naruszenie należy kliknąć link „Zgłoś Facebookowi” przy wybranym poście. Regulamin i obowiązujące zasady korzystania z platformy Facebook dostępne pod adresem: https://www.facebook.com/policies
Właściciel i wydawca portalu tugazeta.pl nie odpowiada za treść publikowanych komentarzy.
Aby dodać komentarz musisz w pierwszej kolejności być zalogowany na portalu facebook.com
Jesteś już zalogowany ? Odśwież stronę