Tugazeta

Rodzic. Najtrudniejsza z profesji

Felieton Moniki Józefowskiej
2022-02-14 18:23

Przez kilka ostatnich dni, nie tylko Wieruszów, ale spora część regionu, a nawet Polski żyła poszukiwaniem nastolatki z Wieruszowa, jej odnalezieniem i ponownym zaginięciem. Po komentarzach widać, że doradców było wielu (co zrobić, żeby sytuacja się nie powtórzyła), ale na szczęście były też słowa wsparcie. Zupełnie inne światło na sprawę rzuciło wczorajsze oświadczenie rodziny na ten gorący, a zarazem trudny temat. Jak wiemy Amelia trafiła do ośrodka wychowawczego, a jej ucieczki powodowane były zapewne oddaleniem momentu wyjazdu w miejsce, do którego nikt z nas nie chciałby trafić.

Prawda jest taka, że w teorii na wychowaniu dzieci podobno zna się każdy. Tylko skąd to przekonanie? Chcąc zdobyć np. uprawnienie do kierowania pojazdem chodzimy najpierw na kurs, ponosimy koszty, potem przystępujemy do egzaminu (czasem kilkukrotnie) po to, żeby posiadać upragnione prawo jazdy. W przypadku bycia rodzicem nikt nie oczekuje od nas szczególnych uprawnień, zakłada się, że każdy je ma. Cała zabawa zaczyna się w momencie narodzin. Nic nie wygląda jak w reklamie. Nic nie jest piękne i kolorowe -choć takie miało być. Wszytko jest trudne, ale szybko rekompensowane pierwszym uśmiechem, nieporadnym słowem, pierwszym krokiem, bo bycie rodzicem jest piękne, ale niezmiernie trudne. Tu testowi, każdego dnia i nocy, poddani są przede wszystkim rodzice-ich odpowiedzialność, cierpliwość, empatia, odporność na stres, konsekwencja itd. To egzamin, który choć nie ma certyfikatu, każdy usilnie próbuje zdać, a jednocześnie, każdy oblał któryś z nich. Etapów jest kilka. Myślę, że ten najtrudniejszy przypada na okres, kiedy dzieci stają się nastolatkami. Czasem zachodzimy w głowę, czy jesteśmy okrutni, czy po prostu wymagający i konsekwentni. Nasze nakazy i zakaz to dla nastolatka atak na jego autonomie, zaś dla nas to troska o jego bezpieczeństwo. Ścierają się poglądy i punkty widzenia. Dziś problemy wychowawcze potęguje wirtualny świat, w którym żyją nasze dzieci. Swojego dokłada zdalne nauczanie, które zaburza procesy społeczne prowadząc do depresji i prób samobójczych. Najbardziej niepokojący jest jednak dostęp do używek, które nie tylko uzależniają, ale rujnują zdrowie, a łatwość ich zdobycia w tak małej miejscowości przeraża nas wszystkich.

Takie problemy ma każdy z rodziców. Konia z rzędem temu, kto wie jak ochronić dziecko przed tymi "niespodziankami". Ja nie wiem. I choć moi dwaj synowie są dorośli, pracują, kończą studia, mogę powiedzieć, że jakoś mi się udało choć proces nadal trwa. Teraz czuwam nad nastoletnią córką. Jestem rodzicem kontrolujących i ”wcinającym się” (może i w nie swoje sprawy, ale jeśli dotyczą one moich dzieci to, to są moje sprawy), bo kto jeśli nie my, rodzice? Tak widzę swoją role. Przypuszczam jednak, że 80% powodzenia w wychowaniu to towarzystwo w jakim obraca się dziecko. Pozostałe 20% to żelazna konsekwencja. Trzeba reagować wcześnie i jednoznacznie. Ważne jest reagowanie na drobiazgi -początkowo obserwacja, żeby nie robić burzy w szklance wody. Potem, kiedy przypuszczenia się potwierdzą krótka, konkretna interwencja. Tu nie ma kompromisów, trzeba być konsekwentnym. Piszę się łatwo, ale wykonać trudno. Ważna jest też współpraca ze szkołą i wiem, że nauczyciele to dla większości wróg publiczny nr 1. Zawsze wiedzą lepiej, a do tego mają wakacje i nic nie robią. Można i tak odbierać tą grupę zawodową, ale na pewno widzą więcej. I nie musicie lubić szkoły i nauczycieli, ale warto przynajmniej wysłuchać i podjąć współpracę. A z tym jest rożnie. Ja też mam kilka wspomnień z uczniami i dragami w tle.

Na początku mojej pracy w szkole dowiedziałam się o przyjmowaniu narkotyków przez jedną z uczennic. Wezwałam rodziców na rozmowę. Przyszła mama. Kiedy przedstawiłam sprawę i moje obawy dawno nie pamiętam, żeby ktoś na mnie tak nakrzyczał:” Co panią to obchodzi ? To na pewno nie moja córka, niech się pani zajmie swoimi dziećmi…” i kilka innych. Oczywiście dziewczyna po skończeniu szkoły trafiła na leczenie ale to już była rola mamy, bo faktycznie to nie moje dziecko. Była też sytuacja kiedy przyszedł uczeń i poprosił o rozmowę na osobności. Powiedział, że szuka gałęzi. Nie wiedziałam co to znaczy. Okazało się że przyjmował taki rodzaj specyfików, które budowały stany lękowe tak duży, że myślał o samobójstwie. Cieszę się, że zaufał i przyszedł do mnie, ale nie jestem terapeutą nie umiem prowadzić takich osób. Poprosiłam o wsparcie rodziców. Przyjechali oboje, wszystko w pełnej konspiracji, żeby chłopak nie myślał, że go zdradziłam skoro właśnie mi powierzył swój problem. Mama zemdlała i razem z tatą reanimowaliśmy ją. Rozmowa była długa i pełna łez, bo chłopak był naprawdę wartościowym choć pogubionym nastolatkiem. Dzięki monitorowaniu zarówno przez szkołę, rodziców i ośrodek -udało się. Dziś chłopak prowadzi firmę, ma rodzinę i małą córeczkę. Każda taka sytuacja była dla mnie ważną lekcją. Wiem, że sama niczego nie zdziałam, jeśli nie będzie wsparcia ze strony rodziców. Współpracuje, kiedy jest taka możliwość, kiedy nie, przekazuje sprawę do pedagoga lub wskazuję zamiejscowy ośrodek terapii uzależnień. Nigdy nie oceniam nikogo, wskazuje jedynie problem. Nie myślcie, że nauczyciele są po to, żeby wykazywać jakie popełniliście błędy. My sami te błędy popełniamy. To naprawdę nie o to chodzi. bo najważniejsze, żeby młody człowiek przeszedł bez zbędnych trudności ten ciężki czas dorastania, który obecnie jest wielokrotnie cięższy.

Sytuacja Amelii, która rozgrzała opinię publiczną do czerwoności nie powinna podlegać żadnej ocenie. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie popełnimy rodzicielskiego błędu. Osobiście szczerze podziwiam rodziców za decyzje o oddaniu dziecka do ośrodka. To wyraz ich największej troski i miłości. Jeśli zawodzą znane nam metody trzeba szukać innych rozwiązań mimo, że bolą, a bolą na pewno. Dodatkowo informacje na tu.gazecie o poszukiwaniach wystawiły rodzinę na społeczny lincz, bo lokalny pręgierz, gdzie używanie mają wszyscy, którzy wiedzą lepiej jest bezkompromisowy. Niestety, każde dziecko jest inne, nie ma jednoznacznych rozwiązań i recept na wychowanie. Od rodzicielstwa nie ma wakacji, urlopu ani emerytury. Nie ma też kodeksu postępowania, który zagwarantuje nam sukces wychowawczy. Nie można tu awansować chociaż pracujemy 24h na dobę. Nikt nie wypłaci nam nadgodzin i nie mamy do kogo odwołać się, jeśli metody wychowawcze nie przynoszą skutku. Dlatego też, nie dokładajmy sobie wzajemnie ostrymi komentarzami, bo sami nie wiemy jakie „niespodzianki” czekają na nas i nasze dzieci.

Życzę dużo sił rodzicom Amelii, jej samej powrotu do normalności, a nam wszystkim - obyśmy sami nie musieli przeżywać takich chwil i podejmować tak trudnych decyzji.

Nie oceniajmy, ale podejmujmy współprace, żeby pomagać tym, którzy się pogubili.

Z pozdrowieniami
Monika Józefowska

Galeria

Komentarze

Komentarze publikuje się korzystając z narzędzia Facebooka.
Użytkownik publikuje treść komentarza na własną odpowiedzialność i jest to jego prywatna opinia. Aby zgłosić naruszenie należy kliknąć link „Zgłoś Facebookowi” przy wybranym poście. Regulamin i obowiązujące zasady korzystania z platformy Facebook dostępne pod adresem: https://www.facebook.com/policies
Właściciel i wydawca portalu tugazeta.pl nie odpowiada za treść publikowanych komentarzy.
Aby dodać komentarz musisz w pierwszej kolejności być zalogowany na portalu facebook.com
Jesteś już zalogowany ? Odśwież stronę