Historia, nawet ta nieodległa, potrafi niekiedy zatrzasnąć przed nami swe „wieko prawdy” na wiele dziesięcioleci a czasami nawet na zawsze. Rozwiązanie zagadki partyzanckiego bunkra zajęło mi ponad pół wieku! Zaś sam bunkier z czasów II Wojny Światowej usytuowany pod stodołą w jednym z zabudowań we wsi Gąszcze w dzisiejszej gminie Galewice strzegł swych tajemnic przez prawie osiemdziesiąt lat! Należy przypomnieć, że wieś Gąszcze i cała okolica należały wówczas do gminy Lututów wchodzącej w skład powiatu wieluńskiego. Mimo że odkryto go już po zakończeniu wojny, to o jego istnieniu nadal wiedziało zaledwie kilka osób. Ci, którzy ukrywali się w nim w czasie wojny woleli się do tego nie przyznawać, tak samo jak ci, którzy krótko po wojnie dowiedzieli się o jego istnieniu. Spośród tych wszystkich do dziś żyje tylko jeden jedyny, ostatni naoczny świadek tamtych wydarzeń sprzed lat. Jest nim urodzony w Gąszczach a obecnie mieszkający w Foluszczykach Władysław Gonera, który tak wspomina czas swojego wojennego i okupacyjnego dzieciństwa oraz okoliczności odkrycia partyzanckiego bunkra: Urodziłem się w roku 1934 w Gąszczach, gdzie przeżyłem wojnę 1939 roku i lata niemieckiej okupacji. W dniu 6 marca 1944 roku Niemcy wywieźli nas z naszego domu i gospodarstwa. Rano na nasze podwórko wjechał wóz a do domu przyszedł Niemiec i powiedział mojej mamie, że mamy się pakować i wyjeżdżamy. Cała nasza rodzina: mój ojciec Józef Gonera, mama Stanisława, dwaj moi bracia: Stanisław i Antoni oraz moja siostra Marianna zostaliśmy zapakowani na podstawiony przez Niemców konny wóz. Wraz z nami wywieziono z Gąszczy kilka rodzin naszych sąsiadów: Panków, Babistów, Żmudów i Okoniów. Zawieziono nas na stację do Czastar, skąd po trzech tygodniach podróży w kolejowych wagonach znaleźliśmy się we Francji w okolicach Sedanu. Do opieki nad naszym gospodarstwem w Gąszczach Niemcy wyznaczyli mieszkańca tej wsi Stanisława Rosiaka. Do domu powróciliśmy dopiero pod koniec lutego 1946 roku. Gospodarstwo zastaliśmy opuszczone i zaniedbane. Nie było żadnego inwentarza ani konia, którego w styczniu 1945 roku zabrali Rosjanie. Latem 1946 roku przyjechał do nas na rowerze jakiś nieznany nam człowiek i powiedział mojemu ojcu, że pod sieczkarnią w naszej stodole znajduje się bunkier i że on przebywał w nim w czasie wojny. Miałem wówczas 12 lat i dobrze pamiętam to wydarzenie. Wszyscy poszliśmy oglądać zamaskowane wejście w podłodze prowadzące do bunkra o którym nikt z nas nie wiedział. Człowiek, który przyjechał nam o tym powiedzieć miał ze sobą aparat fotograficzny. Zrobił zdjęcie tego wejścia do bunkra i odjechał. Myśmy po jego odjeździe ten bunkier zawalili i zasypali ziemią. Cisza, jaka zapadła po zasypaniu bunkra trwała przez kolejne osiem dekad! Czasami o nim wspominano, ale bez żadnych dokładniejszych informacji. Nikt nie wiedział, kto i kiedy zbudował ten bunkier oraz jakie osoby w nim przebywały. Nie padały żadne nazwiska, a wszyscy ci, którzy żyli w tamtych czasach i w jakikolwiek sposób byli związani z wojennymi wydarzeniami w naszych okolicach, po kolei odchodzili z tego świata, zabierając do grobu tajemnicę tego partyzanckiego schronu. Dopiero przed kilkoma miesiącami, przypadkowo natknąłem się na krótką, dwuzdaniową notatkę w okazjonalnej publikacji, gdzie podano, że konspiracyjna prasa wydawana w czasie okupacji przez struktury Batalionów Chłopskich działających na terenie województwa łódzkiego drukowana była we wsi Gąszcze. Prawie w tym samym czasie w wydanej w 1968 roku książce pt. „Ruch ludowy w województwie łódzkim” w rozdziale poświęconym działalności BCh na terenie dawnego powiatu wieluńskiego znalazłem następującą informację: W powiecie wieluńskim wydawane było od przełomu 1942/1943 do 1945 roku pismo o zmieniających się tytułach. Zachowały się egzemplarze noszące tytuł „Wolność” i „Przegląd Polityczny”. Drukarnia znajdowała się w schronie we wsi Gąszcze. Wiadomości informacyjne pochodzące z nasłuchu radiowego podawano co tydzień. Natomiast problemy ideologiczno – programowe omawiano co miesiąc. Pismo było redagowane przez zespół: Stanisław Dera pseudonim Wytrych, Marceli Przybył pseudonim Koliber, Marian Tyszkiewicz pseudonim Gandi, Józef Kiełbaska pseudonim Kwarc, Bolesław Galiński pseudonim Wschód. Nasłuch radiowy prowadził Andrzej Nowak. Pismo docierało do wszystkich punktów organizacyjnych obwodu wieluńskiego. Jednak najistotniejszym, pochodzącym z pierwszej ręki źródłem informacji na temat partyzanckich bunkrów i wydawanej przez wieluńskie BCh konspiracyjnej prasy jest przechowywane w formie maszynopisu w Muzeum Ziemi Wieluńskiej w Wieluniu „Sprawozdanie byłego komendanta BCh na Obwód Wieluń Nr. 4 kol. Dery Stanisława (pseudo. Wytrych) z działalności BCh w latach 1939 – 1945”. W pierwszej części spisanego dopiero pod koniec lat pięćdziesiątych zeszłego wieku sprawozdania Stanisław Dera wymienia najbardziej zaangażowanych działaczy BCh z terenu ówczesnego powiatu wieluńskiego oraz podaje miejsca lokalizacji bechowskich bunkrów. Jak wynika ze sprawozdania, bechowski bunkier w Gąszczach był schronem dla członków wieluńskiej Komendy Powiatowej BCh oraz miejscem gdzie powstawały konspiracyjne gazetki mające formę dwustronnie zapisanej maszynowym pismem kartki o formacie A4. Maszynę do przepisywania tekstów zdobył w Sieradzu Józef Kiełbaska (Kwarc), wykradając ją z magazynów przy budynku policji. Początkowo umieszczono ją w leśnym schronie koło wsi Bolki w gminie Czajków a wiosną 1944 roku przeniesiona do bunkra w Gąszczach, gdzie kontynuowano wydawanie podziemnej prasy. Przepisywaniem pochodzących z nasłuchu radiowego tekstów zajmowała się tu Stanisława Skrzypek, która pracowała jako maszynistka w wieluńskiej Komendzie Obwodu BCh. Poszukiwana przez Niemców przez dłuższy czas ukrywała się w schronie w Gąszczach. Wszystko to odbywało się w warunkach ścisłej konspiracji i stałego zagrożenia ze strony Niemców. Ta trwająca do końca wojny propagandowa działalność polityczna byłaby niemożliwa bez pomocy miejscowej ludności, o czym także wspomina w swym sprawozdaniu Stanisław Dera, pisząc: Dom Stanisława Rosiaka był wystawiony na największe niebezpieczeństwo jak również cała jego rodzina, która obsługiwała przebywających w schronie Komendy Powiatowej Batalionów Chłopskich. Wieś, gdzie był schron dla prasy nazwaliśmy „Pagórki”. Był to teren wśród wydm piaszczystych, wzgórz i lasów, niedostępny dla żadnej lokomocji oprócz pieszej i konnej. W całej tej prawie zupełnie zapomnianej historii najważniejszy jest głos naocznego świadka tamtych czasów: Władysława Gonery. Dzięki przeprowadzonym z nim rozmowom udało się zweryfikować wiele błędów i przeinaczeń jakie wkradły się w dostępne, powojenne relacje i wspomnienia. Nieścisłości dotyczyły głównie nazwisk i nazw miejscowości, w których rozgrywały się wydarzenia związane z działalnością BCh i wydawaniem konspiracyjnych gazetek. Na terenie dawnego powiatu wieluńskiego BCh nie dokonywały spektakularnych akcji bojowych. Formą walki z niemiecką okupacją były drobne akcje sabotażowe, a przede wszystkim: wydawanie polskiej prasy konspiracyjnej. We wsiach gdzie ukazywały się konspiracyjne gazetki, przy ich tworzeniu, druku i kolportażu zaangażowane było dziesiątki osób. Podziemnych redaktorów, autorów tekstów, drukarzy i kolporterów ze względu na trud i ryzyko pracy wydawniczej w warunkach okupacji należy traktować na równi z żołnierzami pierwszej linii frontu.
(Na zdjęciach: Władysław Gonera – ostatni żyjący świadek tajemnic partyzanckiego bunkra w Gąszczach oraz panorama wsi.)
Grzegorz Szymański