Tugazeta

Nasze babcie, nasi dziadkowie

Artykuł Grzegorza Szymańskiego
2022-01-21 18:38

Po naszych babciach i dziadkach, których już najczęściej nie ma pośród nas, oprócz zdjęć w rodzinnych albumach, na zawsze pozostały żywe wspomnienia. Dopiero z perspektywy czasu widać, jacy byli wyjątkowi i wspaniali i ile skorzystaliśmy nie tylko z ich życiowego doświadczenia, ale z tego, ze po prostu byli.

Moja babcia, Stanisława, przeżyła prawie cały XX wiek. Mimo pozornej wyniosłości i surowości, była bardzo wrażliwa i skupiona na potrzebach swoich najbliższych. Najważniejszą dla niej była rodzina. Nawet będąc w podeszłym już wieku, starała się spieszyć z pomocą każdemu z piątki swoich dzieci. Posiadała bezcenną, dziś już nie do odtworzenia, wiedzę o rodzinnych koligacjach, powiązaniach i zależnościach. Zanim poznała swego przyszłego męża, dużo podróżowała po Niemczech, pracując tam od wczesnej młodości. Mój dziadek Józef był genialnym samoukiem. Urodził się w 1908 roku, jako najmłodszy z piątki rodzeństwa. Przed nim na świat przyszły jego cztery siostry. Do szkoły, zwanej wówczas powszechną, uczęszczał w Konatach. „Od zawsze” był utalentowanym cieślą i stolarzem. Budował domy już jako dwudziestolatek. Posiadał tą bożą iskrę, która obdarza wybranych talentem i wyobraźnią tak wielką, że wprost rodzą się z gotowymi umiejętnościami w danej dziedzinie. Możliwe, że pewien wpływ mieli tu dwaj najstarsi bracia jego matki, którzy w drugiej połowie XIX wieku byli znanymi budowniczymi wodnych młynów i wiatraków. Pierwszym jego dziełem, wykonanym około 1919 roku, był zbudowany w odpowiedniej skali model tartaku napędzanego kołem wodnym. Model składał się z szopy tartacznej, koła wodnego, mechanizmu przekładniowego i kilku figurek pracowników poruszających się żwawo przy obróbce grubej, sosnowej kłody. Z braku odpowiedniego strumyka rozmontował model tartaku i przeniósł go nad kanał zasilający pobliski staw rybny. Tam spiętrzył wodę i złożył model na powrót, by przekonać się, czy będzie działać jak należy. Szybko jednak został przepędzony przez dzierżawcę stawu, któremu piętrzenie wody i przemyślna konstrukcja najwidoczniej nie przypadły do gustu. Model tartaku został zarekwirowany. Już jako cieśla wznoszący domy z drewna nigdy nie robił żadnych rysunków ani szkiców. Nie dokonywał skomplikowanych obliczeń i pomiarów. Pytany, skąd wie, jak będzie wyglądał zbudowany przez niego dom, odpowiadał, że widzi go w wyobraźni. Pozostaje tylko przyciąć odpowiednio belki i poskładać je w całość. Wiele wzniesione przezeń przed i po wojnie budynków zachowało się do dziś. Zdarzały się także zamówienia specjalne. Do takich należało wykonanie bryczki czy obrotowej sceny dla amatorskiego teatru. Mój dziadek palił niezliczoną ilość papierosów. Nawet na „poważnym” zdjęciu z około 1930 roku także pozuje z nieodłącznym papierosem. Bez końca mogłem słuchać jego opowieści o zakopanych skarbach, strzegących ich czarownikach i duchach, jego wojennych i okupacyjnych przygodach we Francji. Ubrany w ciemny garnitur i czarny melonik, z papierosem w palcach prawej ręki miał w sobie coś z bohaterów powieści Franza Kafki. Takim najbardziej go zapamiętałem.

Grzegorz Szymański

Galeria

Komentarze

Komentarze publikuje się korzystając z narzędzia Facebooka.
Użytkownik publikuje treść komentarza na własną odpowiedzialność i jest to jego prywatna opinia. Aby zgłosić naruszenie należy kliknąć link „Zgłoś Facebookowi” przy wybranym poście. Regulamin i obowiązujące zasady korzystania z platformy Facebook dostępne pod adresem: https://www.facebook.com/policies
Właściciel i wydawca portalu tugazeta.pl nie odpowiada za treść publikowanych komentarzy.
Aby dodać komentarz musisz w pierwszej kolejności być zalogowany na portalu facebook.com
Jesteś już zalogowany ? Odśwież stronę