Tugazeta

Licytowali fortepian i stadnika

Artykuł Grzegorza Szymańskiego
2022-02-13 21:11

Mieszkańcy Wieruszowa i okolic doskonale wiedzą, gdzie położona jest miejscowość Teklinów. Mniej mówi nazwa Teklin; wsi niezbyt od Wieruszowa odległej, dziś znajdującej się już na terenie gminy Czarnożyły, tuż przy jej granicy z gminą Biała koło Wielunia. „Słownik geograficzny Królestwa Polskiego” podaje kilka informacji na temat tej miejscowości. Można się tam dowiedzieć, że pod koniec XIX wieku Teklin był folwarkiem leżącą w gminie Wydrzyn, parafii Łagiewniki w powiecie wieluńskim. W 1886 roku majątek Teklin składał się z ponad 200 hektarów gruntów oraz siedmiu budynków; 3 murowanych i 4 drewnianych.

Nas interesują czasy nieco późniejsze, a mianowicie okres międzywojenny, kiedy to w Teklinie gospodarowali Konstanty i Michalina Rembowscy. Dziś, po latach, nikt nie interesował by się tą zapadłą wioską gdzieś pomiędzy Wieruszowem a Wieluniem, gdyby nie wydarzenie z 1930 roku, o którym rozpisywały się nieomal wszystkie ówczesne krajowe i regionalne gazety, a echo tragedii było jeszcze przez kilka lat tematem prasowych ogłoszeń i powiadomień. Pierwsza notatka prasowa zamieszczona w „Echu Łódzkim” podaje, że pod koniec lipca 1930 roku, w czasie burzy szalejącej nad Wieluniem i okolicą, wydarzył się wstrząsający wypadek. Na polach majątku Teklin kończono układanie siana w stóg. Przy pracy tej zajętych było 8 osób. Właściciel majątku Konstanty Rembowski, pilnując pracy, znajdował się również na stogu. W pewnym momencie w stóg uderzył piorun. Skutki uderzenia były tragiczne. Właściciel majątku, znany i poważany w całej okolicy gospodarz oraz jedna z dziewcząt dworskich zostali zabici na miejscu. Reszta robotników, w liczbie 7 osób, zostało porażonych. Jednocześnie stóg stanął w płomieniach. Robotnicy zajęci pracą w pobliżu, wynieśli z płomieni zwłoki obu ofiar jak i porażonych, których przewieziono do szpitala w Wieluniu. Prawdopodobieństwo śmierci od uderzenia pioruna jest w zasadzie bardzo małe. Dlaczego więc w Teklinie, na otwartej przestrzeni, doszło do tak tragicznego wypadku? Prawdopodobnie podczas formowania sterty dla wyznaczenia środka stogu użyto okutego dyszla od wozu, który wkopano w centralnym punkcie składowania siana. Okuty dyszel stał się masztem, na którego szczycie skumulowała się siła atmosferycznego wyładowania. Śmierć właściciela majątku była jednocześnie początkiem upadku całego gospodarstwa. Majątek ziemski w Teklinie był zadłużony w licznych bankach i instytucjach. Wierzyciele rychło upomnieli się o swe należności, których wdowa nie była w stanie spłacać na bieżąco. Już w następnym roku komornik Sądu Grodzkiego w Wieluniu Mieczysław Paszkowski. obwieszczał, że na żądanie niejakiego Henocha Oszpelina i innych, w dniu 3 czerwca 1931 roku o godzinie 10 rano w Teklinie będą sprzedawane przez licytację ruchomości należące do sukcesorów po zmarłym Konstantym Rembowskim, składające się z 6 świń, fortepianu, bryczki, stadnika, 2 siewników, lokomobili, 2 krów i jałówki i oszacowane do sprzedaży na sumę piętnaście tysięcy siedemset ówczesnych złotych. Najwyraźniej przeprowadzona licytacja nie zaspokoiła w pełni roszczeń wierzycieli. O zaległe kredyty upomniała się także wieluńska Spółdzielnia Rolno – Spożywcza i Centrala Handlu, na której to żądanie licytacji poddano „ruchomy majątek” należący do Michaliny Rembowskiej, składający się z 1 sterty owsa niemłóconego, 9 świń i mebli. Jeszcze w dwa lata po śmierci właściciela gospodarstwa, w listopadzie 1932 roku, odbyła się w Teklinie kolejna licytacja, tym razem na żądanie Państwowej Fabryki Związków Azotowych w Chorzowie. Wdowie wydarto 7,5 tony owsa oraz 3,5 tony ziemniaków, które to płody oszacowano na sumę dwóch tysięcy złotych. Wydaje się, że z czasem także ziemie należące do majątku Teklin znalazły innych właścicieli, chociaż ówczesna prasa nie informowała o dalszych losach gospodarstwa. Tak samo, zgodnie z duchem tamtych czasów, nieznane jest nazwisko „dworskiej dziewczyny”, która zginęła od uderzenia pioruna razem z właścicielem gospodarstwa. Nazwiska zwykłych pracowników folwarków zazwyczaj były pomijane w prasowych doniesieniach, jako „niewiele znaczące”. Ale to właśnie oni karmili bydło i trzodę. Doili krowy, siali zboże, kosili i doglądali gospodarstwa o każdej porze roku. Inni sprzątali pokoje i pracowali w kuchni. Wszyscy oni dbali o swych pracodawców, po to właśnie, abyśmy dziś mogli doszukać się w historii ich nazwisk i poszperać w kolejach ich życia. Bez tych prostych ludzi, żaden majątek ziemski nie przetrwałby nawet jednego sezonu.

Grzegorz Szymański

Galeria

Komentarze

Komentarze publikuje się korzystając z narzędzia Facebooka.
Użytkownik publikuje treść komentarza na własną odpowiedzialność i jest to jego prywatna opinia. Aby zgłosić naruszenie należy kliknąć link „Zgłoś Facebookowi” przy wybranym poście. Regulamin i obowiązujące zasady korzystania z platformy Facebook dostępne pod adresem: https://www.facebook.com/policies
Właściciel i wydawca portalu tugazeta.pl nie odpowiada za treść publikowanych komentarzy.
Aby dodać komentarz musisz w pierwszej kolejności być zalogowany na portalu facebook.com
Jesteś już zalogowany ? Odśwież stronę