Tugazeta

Krajobraz po zarazie

Lututów
2022-04-10 20:27

Dziś już znalazłoby się niewielu, którym nazwa Młynek kojarzy się z konkretnym miejscem czy miejscowością. Nie ma tu nawet tablicy informacyjnej z tą nazwą. Nazwa Młynek powoli staje się nazwą zwyczajową, odchodzącą w zapomnienie, znaną tylko "miejscowym".

A Młynek to maleńka miejscowość w gminie Lututów położona przy drodze łączącej Łódź z Wrocławiem. Jest tu przystanek autobusowy, kilka domów i stary tartak. W pobliżu las i rozległe równiny pól. Mało kto, albo prawie nikt nie pamięta już o tym, że po prawej stronie drogi, jadąc w kierunku Sieradza i Łodzi, na niewielkim piaszczystym wzniesieniu znajdował się jeszcze do niedawna jeden z największych cmentarzy żydowskich w okolicach Wieruszowa. Tu od stuleci spoczywały doczesne szczątki wielu pokoleń mieszkających w pobliskim Lututowie wyznawców religii Mojżeszowej. Ileż było na terenie Rzeczypospolitej takich miasteczek, w których izraelici żyli w przeważającej liczbie - nikt dziś nie zliczy! Lututów nie był wśród nich wyjątkiem.

Przed drugą wojną światową na prawie dwa tysiące mieszkańców Lututowa, więcej niż połowa było pochodzenia żydowskiego. Ludność żydowska zajmowała się głównie handlem i rzemiosłem. Działały liczne organizacje zrzeszające członków żydowskiej społeczności miasteczka. Działał tu Związek Syjonistów, do którego aktywnych działaczy należeli: Jakub Rusek, Chaskiel Ajzner i Herszel Jakimowicz. Istniało żydowskie Stowarzyszenie Dobroczynne w skład zarządu którego wchodzili: Icek Herszlikowicz, Aleksander Wolman i Szymon Berkowicz. Funkcjonowało tu także Żydowskie Towarzystwo Kulturalno-Oświatowe, którego prezesem był Szlama Lipanowicz, sekretarzem Moszek Laufer a skarbnikiem Szlama Frejlich.

O poziomie życia i znaczeniu społeczności żydowskiej w Lututowie świadczyć może chociażby zachowany do dziś budynek dziewiętnastowiecznej synagogi, już na pierwszy rzut oka imponujący swymi rozmiarami i rozmachem w stosunku do niskiej, parterowej zabudowy większej części miasteczka. Na bramach stojących wokół lututowskiego rynku kamieniczek jeszcze dziś można odnaleźć tabliczki z nazwiskami ich przedwojennych właścicieli, takich jak np. Josel i Majcher Kornowie. Mimo że po dawnych mieszkańcach nie pozostał już dziś nawet najmniejszy ślad, nadal można tu odczuć tę typową dla dawnych polsko - żydowskich miasteczek atmosferę i klimat. Wystarczy przez uchyloną bramę wejść na chwilę na którekolwiek z podwórek stojących w rynku kamieniczek, by odnieść wrażenie, że czas zatrzymał się tu przed wielu, wielu laty. Przechodząc obok murów starej synagogi wydaje nam się, że z jej wnętrza dobiegają dźwięki monotonnego śpiewu żydowskich kantorów.

Ale to tylko złudzenie, wywołane jedynie przez wyobraźnię. Nie ma już w Lututowie ciasnych żydowskich sklepików, wyszynków, składów i warsztatów. Z wnętrza synagogi przerobionej po wojnie na salę kinową a później na szwalnię nie dobiega już dziś żaden ludzki głos. Cała społeczność, cały naród zniknął, wyparował. Uleciał z dymem krematoryjnych kominów lub zasypany został zimnym piaskiem zbiorowych mogił po równie zbiorowych egzekucjach. Ostatnia nadzieja na zatrzymanie śladów przeszłości to cmentarz. Ale cmentarza też już nie ma! Niemcy zlikwidowali żywych. Zgładzili całą żydowską społeczność tego małego miasteczka. Prawie wszystkich Lututowskich żydów wywieziono do obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem. Wojnę przeżyło zaledwie kilka osób.

Po likwidacji całej społeczności przyszła kolej na zacieranie śladów pamięci. Zaczęło się od niszczenia i wywożenia nagrobków z żydowskiego cmentarza. Czego nie udało się dokończyć Niemcom, z dobrym skutkiem udało się nam i to wiele lat po zakończeniu tej najtragiczniejszej w dziejach naszych obydwu - polskiego i żydowskiego - narodów wojny. Do dzieła niszczenia ostatnich śladów pamięci po lututowskich żydach przystąpiono pod koniec lat siedemdziesiątych minionego wieku. Resztkami potłuczonych nagrobków z żydowskiego cmentarza zasilono fundamenty na "budowach socjalizmu". Następnie na polecenie ówczesnych miejscowych władz gminnych, przy milczącej aprobacie społeczeństwa jak i miejscowego duchowieństwa teren dawnego cmentarza stał się kopalnią piasku i żwiru. Działalność wydobywczą na terenie cmentarza prowadzono jeszcze w początkach lat osiemdziesiątych minionego stulecia. Wykopane "przy okazji" czaszki i kości przez wiele lat walały się po przyległym lesie i przydrożnych rowach.

Dziś teren dawnego cmentarza żydowskiego w Młynku koło Lututowa to zarośnięte krzakami i pełne śmieci wyrobisko o stromych, osypujących się skarpach, na zboczach którego gdzieniegdzie walają się nikłe resztki piaskowcowych nagrobków i pokruszone cegły. Zewsząd uderza w uszy przedziwna cisza i martwota. Atmosfery przygnębienia dodają zionące pustką wyrwanych okien i drzwi ruiny, stojącej w sąsiedztwie dawnego cmentarza, starej chaty. Do tego miejsca, jak do tysiąca innych, gdzie zgładzono nawet pamięć po zamordowanym żydowskim narodzie pasują dziś jedynie słowa napisanej w 1947 roku przez Antoniego Słonimskiego "Elegii miasteczek żydowskich":

 

Znikły resztki ostatnie, żydowskie łachmany
Krew piaskiem przysypano, ślady uprzątnięto
I wapnem sinym czysto wybielono ściany
Jak po zarazie jakiejś lub na wielkie święto

 

Grzegorz Szymański

Galeria

Komentarze

Komentarze publikuje się korzystając z narzędzia Facebooka.
Użytkownik publikuje treść komentarza na własną odpowiedzialność i jest to jego prywatna opinia. Aby zgłosić naruszenie należy kliknąć link „Zgłoś Facebookowi” przy wybranym poście. Regulamin i obowiązujące zasady korzystania z platformy Facebook dostępne pod adresem: https://www.facebook.com/policies
Właściciel i wydawca portalu tugazeta.pl nie odpowiada za treść publikowanych komentarzy.
Aby dodać komentarz musisz w pierwszej kolejności być zalogowany na portalu facebook.com
Jesteś już zalogowany ? Odśwież stronę