Tugazeta

Kampania, której nie ma

Felieton Moniki Józefowskiej
2022-08-05 09:31
Kampania, której nie ma

Ponieważ niedawno ukazał się felieton będący pokłosiem komentarzy dotyczących lokalnych spraw czuję się wywołana do odpowiedzi, gdyż nie tylko byłam jedną z komentujących, ale też, stałam się „bohaterką” tegoż felietonu. Nie mogłam uczestniczyć w polemice pod felietonem ponieważ przebywałam w szpitalu i musiałam pozbierać się zdrowotnie, stąd małe opóźnienie w reakcji, ale myślę, że dziś nadrobię zaległości.

Jedną z myśli przewodnich wybrzmiewających z felietonu była sugestia, mówiąca o rozpoczęciu się kampanii, w której rzekomo biorę udział. Przyznam, że już kilkakrotnie zadano mi podobne pytanie, czy kandyduję na stanowisko Burmistrza, ale traktowałam je jak żart. Teraz jednoznacznie dementuje, bo tą plotkę ktoś zaczyna traktować poważnie i robi się nieprzyjemnie. Nie wiem skąd wzięto takie przypuszczenie, ale moje zawodowe plany związane są ze szkolnictwem i lokalnym biznesem na pewno nie dotyczą funkcji samorządowych. Zatem potwierdzam - nie kandyduję na stanowisko Burmistrza, nie mam i nie miałam takich planów.

Dlaczego tak jednoznacznie odpowiadam?

Otóż kilka lat temu wzięłam udział w konkursie na stanowisko dyrektora jednej ze szkół średnich. Pomysł na szkołę miałam dobry. Dziś wiem, gdzie popełniłam błąd. Mówiłam o problemach i pokazałam, jak można je rozwiązać podając konkretne możliwości wraz z pomysłem na promocję. Wiem, że wszystko było realne. Ale niestety, o tym co trudne mało kto chce słuchać. Perspektywa pracy i realizacji nowych rozwiązań mimo, że byłyby korzystne dla szkoły, dla młodzieży i środowiska lokalnego, też nie są zachęcające. Całkiem to rozumiem bo, zmiany są zawsze trudne. Lepiej powiedzieć, że jest fantastycznie, a to co słabe przemilczeć. I taka właśnie była różnica między kandydatami. Jeden przemilczał słabe strony, drugi powiedział prawdę i wskazał jak to naprawić. Konkurs przegrałam. Po ogłoszeniu wyników podszedł do mnie jeden z członków komisji i powiedział: „Pani Moniko jest pani młoda, z pani energią i zaangażowaniem wiem, że pani sobie poradzi, a obecnemu dyrektorowi brakuje jednej kadencji do emerytury, chyba pani rozumie.” Nie, nie rozumiem, ale nie dlatego, że przegrałam. Jako menedżer uważam, że jeżeli w szkole niewiele się dzieje, słaba opinia o szkole utrzymuje się zbyt długo, a nabór ma tendencje spadkową, czas ma tu ogromne znaczenie. Trzeba zakasać rękawy i brać się do pracy, bo najtrudniej zmienia się utrwalone opinie i w takiej sytuacji za chwilę nie będzie co zbierać, a właściwie kogo uczyć. Chociaż nie jestem wizjonerką, dziś widać, co zrobił z tą szkołą niewykorzystany czas. A konkurs? No cóż, już wiem, że nie zawsze wygrywa najlepszy, szkoda więc czasu i energii.

Krótko po tym zdarzeniu, podjęłam współpracę z lokalnym biznesem i zaczęłam tworzyć całkiem nową formułę, której w Polsce nie ma nikt, a jest moim autorskim projektem, bo na nikim się nie wzoruję. Całość nie tylko zaczęła się rozrastać, ale w krótkim czasie stała się tzw. dobrą praktyką edukacyjną stawianą za przykład w regionie i dobrych uczelniach, jak chociażby Politechnika Poznańska, z którą podjęłam współpracę. Dziś z uśmiechem wspominam konkurs i myślę, jakie to szczęście, że się nie udało, bo dzięki temu mogę robić rzeczy większe i nowatorskie. Do wszystkiego trzeba dojrzeć, zrozumieć. Stąd właśnie moje silne przekonanie, że trzeba robić to, co wykorzystuje osobisty potencjał, co buduje i rozwija, a nie to co w drodze wyboru/konkursu, zdarzy się lub nie. Proszę wybaczyć, ale szkoda mi czasu i energii na zabieganie o względy i przychylność. Jestem jakością i zaangażowaniem w jednej osobie. Kto zna, ten wie. To co mówię, zawsze realizuję. Dlatego albo ktoś zaufa, że powierzone zadanie będzie wykonane, albo idę tam, gdzie to zostanie docenione na poziomie projektu.. Kampania wyborcza to brudna gra, spieranie się kandydatów, niepotrzebne kłótnie, które na pewno nie leżą w mojej naturze, sprawiają, że nie chcę barć w tym udziału.

W felietonie, do którego się odnoszę, określono moje działania jako „showmeństwo”. Przypuszczam, że zostało mi ono przypisane z uwagi na łatwość wypowiadania się, które dla mnie jest dość naturalne, a jednocześnie cel, który chciałam uzyskać na koniec każdego przedsięwzięcia. Zawsze bowiem, zapraszałam lokalne media lub umieszczałam wpis na swoim profilu. Dlaczego? Z jednej strony chciałam wyeksponować samą akcje, następnie ludzi biorących udział w projekcie, ale przede wszystkim publicznie przeliczyć zawartość puszek i pokazać efekt WSPÓLNEJ pracy. To były standardy, które sobie wypracowałam i zawsze się ich trzymałam, bo wiem, że skoro prosiłam Was o wsparcie, trzeba też uczciwie rozliczyć się ze zbiórki. Po to były media. Jednocześnie nigdy w swoich działaniach nie wysuwałam na plan pierwszy swojej pracy, zawsze podkreślałam, że bez ludzi nic nie da się zrobić. Ja, „showmeństwa” tu nie widzę. Nazwałabym to raczej rzetelnością i skutecznością, które budują zaufanie. Ponieważ felieton, do którego się odwołuję doczekał się wielu komentarzy chciałabym zadedykować komentującym wypowiedz sprzed 100 lat, Prezydenta USA Roosevelt’a:

„Liczy się nie krytyk wytykający potknięcia innym, pouczający co mogliby zrobić lepiej. Chwała należy się stojącemu na arenie, z twarzą umazaną błotem, potem i krwią, który dzielnie walczy, (…) który w swych najlepszych chwilach poznał smak triumf wielkiego czynu, a w najgorszych przegrywa, wykazawszy się odwagą. On nigdy nie znajdzie się wśród dusz zimnych i lękliwych, nieznających ani zwycięstwa , ani porażki.”

Drodzy Państwo, wszystkie działania, które podejmowałam były moją pracą społeczną. Poświęcałam swój prywatny czas, ponosiłam koszty związane z transportem, jednocześnie pracując i prowadząc dom. Działałam, bo chciałam. Bo widziałam jakichś potrzebujących ludzi. Nigdy niczego w zamian nie oczekiwałam. To nie była moja praca, ani obowiązki przez kogokolwiek powierzone, dlatego zastanawiam się, kto daje Wam prawo do krytyki i ocen???

Zapraszam, stańcie na arenie wypowiedzcie się w mediach, działajcie, róbcie swoje dobroczynne show. Tu miejsca jest dużo, a i ludzi w potrzebie też sporo. Publiczność wymagająca, bo chcą efektów, perfekcji i jednocześnie waszego zaangażowanie 24/h. Liczcie się też z tym, że o ponoszonych przez was kosztach nikt nawet nie wspomni. Działajcie. Ocenimy wypowiedź, wskażemy co zrobiliście dobrze, a co źle. Czasem przegracie tak, jak ja, czasem przegrywam. A może kiedyś z kamieni rzucanych pod nogi zbudujecie schody prowadzące dalej i wyżej. Zapraszam zatem do komentowania i oceny wszystkich tych, którzy przynajmniej spocili się przy podobnych, społecznych projektach. Tych, których działanie nie wynika z obowiązków, które zawodowo wykonuje, tylko robią to bezinteresownie, bo tylko ci rozumieją na czym owe show, polega.

Drodzy Państwo, silni ludzie są niewygodni. Takich ludzi się nie kocha, ale nie o miłość tu chodzi. Nie można ich kontrolować ani naginać. Tacy ludzie nie obniżają swoich standardów, bo zmienił się wiatr. Mają swoje zdanie i wartości. Silni ludzie nie chodzą po bezdrożach w poszukiwaniu uznania i taniego poklasku. Ci ludzie nauczyli się zamieniać porażki w sukcesy i rany w mądrość. Odpowiadają za to, co powiedzieli i zrobili. Nie użalają się tylko wyciągają wnioski i idą dalej. I tak właśnie robię. Szkoda, że moje opinie wyrażane w komentarzach są niewygodne, choć osobiście staram się zabierać głos bardzo rzadko, ale chyba, jak każdy mieszkaniec mam do nich prawo. Chyba. Bo zaczynam mieć wątpliwości, że wszyscy, ale nie ja, bo podobno robię to dla popularności przed wyborami. Dziś potwierdzam, że planów wyborczych nie ma i nie było. To plotka, mam swoją pracę i zaplanowane działania, które realizuje. A może chodzi o coś jeszcze innego, żeby tak, jak w moim konkursie, rzeczywistość była polukrowana i słodka? Czyżby to był jakiś niepisany zwyczaj mówienia, że jest fantastycznie, a to co słabe obowiązkowo należy przemilczeć?

Kochani, w Wieruszowie dzieje się mnóstwo dobrych rzeczy, które trzeba dostrzegać i chwalić: ukwiecone, zadbane miasto, piękne parki z moim faworytem - Marianka Park, ładny rynek ze strefą chilloutu, skatepark, miasteczko ruchu drogowego, piękny stadion, kino plenerowe i samochodowe, działalność WDK, Klubu Seniora, klub sportowy.

Ale są też rzeczy słabe, nad którymi warto popracować, a nie skakać sobie do gardeł, bo ktoś śmiał mieć inną opinię niż ta, którą próbuje się wykreować. Czasami problematyczne sytuacje wybrzmiewają w komentarzach jak np. brak widocznej działalności radnych miejskich, która poza sesjami i wpływami na konto, w odniesieniu do mieszkańców ma charakter bezobjawowy. Brak miejsca na parkingi przy niektórych nowopowstających blokach, co rodzi zagrożenia komunikacyjne, bo mieszkańcy bloków siłą rzeczy tworzą dzikie miejsca postojowe wzdłuż ulic sąsiadujących z blokami. Wieruszowianie mówią też o systematycznych problemach z toaletą w rynku, czy o niewykorzystaniu potencjału letnich basenów. Wyrażają troskę, że basenowa konstrukcja może nie dotrwa do kolejnego sezonu, a tym samym publiczne pieniądze będą wyrzucone w błoto. Czy wymienione sprawy są zbrodnią przeciw narodowi ? Nie. To są zwykłe lokalne sytuacje, które można rozwiązać.

Natomiast patrząc w dłuższej perspektywie ważnym zagadnieniem, nad którym warto się pochylić to nasze bezpieczeństwo hydrologiczne. Poziom Prosny nie napawa optymizmem, a planowana kilka lat temu (2013r.) jako projekt obywatelski, budowa zbiornika retencyjnego wydaje się mieć teraz, szczególny sens. Okazuje się, że gospodarczym i egzystencjonalnym „złotem” jest woda, a nie bloki. W otoczeniu naszych „sąsiadów”, gdzie budowane są zbiorniki retencyjne, czy prowadzone były wykopaliska w poszukiwaniu/wydobyciu złóż (Bełchatów, Złoczew) nasza ilość wód gruntowych dramatycznie zmalała i brak wody to realny problem dla Wieruszowa.

Ponadto dziś sen z powiek wielu rodziców spędza funkcjonowanie szkół i przedszkoli w roku szkolnym 2022/2023, które z uwagi na ogólnopolski problemy z opałem lub/i nośnikami energii ma duże „szanse” przybrać formę zdalnego nauczania, szczególnie w okresie jesienno-zimowym. Dla rodziców pracujących to istotny problem, który trzeba będzie jakoś rozwiązać, więc warto o nim mówić i pisać już teraz, żeby można było organizacyjnie coś przedsięwziąć.

Drodzy Państwo, nie kolorujmy rzeczywistości. To, że o czymś nie napiszemy nie znaczy, że problemu nie ma. Tu mieszkamy i chcemy podnosić standardy, chcemy czuć się bezpieczni, a nie dzielić się i oczerniać. Strategia ośmieszania tych, którzy mają inne zdanie działa krótkoterminowo i oby wkrótce nie był to śmiech przez łzy, bo od wdeptywania ludzi w ziemie, problemy nie znikają, a jedynie nabrzmiewają i odwlekają się w czasie. To, że ktoś wyraża swoją opinie nie znaczy, że jest ekspertem, ale tak widzi problem ze swej prospektywny. Jednocześnie nie oznacza to, że jako mieszkaniec, nie-ekspert a jedynie obserwator lokalnej rzeczywistości, na pewno nie ma racji. Dlatego nie obrażajmy się, bo ktoś zapytuje, czy ma inne zdanie. Warto rozmawiać, uruchomić naszych radnych, którzy mieli reprezentować nas i nasze sprawy, a swą działalność ograniczają do bezwolnego podnoszenia ręki na sesjach, godząc się w naszym imieniu na wszystko. Niech nam wyjaśnią albo zaproszą fachowca w danej dziedzinie, który przedstawi problem profesjonalnie. Uważam, że tugazeta.pl i komentarze na niej, nie powinny być jedynym miejscem „spotkań”, na którym niczym na pchlim targu, możemy omówi „lokalne sprawy różne”. Niech komentarze będą barometrem, który wskazuje gorące lokalne tematy, które warto przedyskutować. Mamy obiekty, gdzie szczególnie w sprawach ważnych, możemy się zwyczajnie spotkać i porozmawiać. Kłótnie zza ekranu laptopa donikąd nie prowadzą. Niech będzie konkretnie, merytorycznie, ale też zgodnie i skutecznie.

Czy to są jakieś wymagania, którym trudno sprostać? Jestem pewna, że nie. Ale przede wszystkim nie można podchodzić do zarządzania gminą i miastem semantycznie, bo SAMO-RZĄD wcale nie oznacza, że ktoś tu rządzi sam, w oderwaniu od problemów i potrzeb mieszkańców. Założenie jest wprost przeciwnie.

P.S. Do niniejszego felietonu załączam zdjęcie z serii: „Wyborne. Wyborcze.” Bardzo cieszą się z takiej oceny zdjęć ponieważ zostało wykonane do portfolio mojej uczennicy Julii Wąsali. Ta, 17-letnia, ambitna dziewczyna, odkrywając swoją pasje, potrzebowała kilka ujęć osoby dojrzałej w sesji tzw. biznesowej. Mam świadomość, że modelka ze mnie żadna, ale skoro można komuś pomóc, to dlaczego tego nie zrobić. W zamian za poświęcony czas, fotograf - amator przekazała mi zdjęcia wyborne, choć wbrew pozorom, nie wyborcze.

Z pozdrowieniami dla Wszystkich

Monika Józefowska

Foto. Julia Wąsala

Autor:
Monika Józefowska

Galeria

Komentarze

Komentarze publikuje się korzystając z narzędzia Facebooka.
Użytkownik publikuje treść komentarza na własną odpowiedzialność i jest to jego prywatna opinia. Aby zgłosić naruszenie należy kliknąć link „Zgłoś Facebookowi” przy wybranym poście. Regulamin i obowiązujące zasady korzystania z platformy Facebook dostępne pod adresem: https://www.facebook.com/policies
Właściciel i wydawca portalu tugazeta.pl nie odpowiada za treść publikowanych komentarzy.
Aby dodać komentarz musisz w pierwszej kolejności być zalogowany na portalu facebook.com
Jesteś już zalogowany ? Odśwież stronę